czwartek, 24 kwietnia 2014

Wprowadzenie - Rozdział I

To miały być moje najlepsze wakacje.Grecja,obóz z przyjaciółkami,świetnie spędzony czas.Jednak moi rodzice zadecydowali,by zapisać mnie na obóz konny. Byłam tak negatywnie nastawiona do tego pomysły... Jednak cieszę się,że padła taka decyzja.





- Nicole,wstawaj już 7:30 !! - zawołała z dołu moja mama.
- Dobrze już idę tylko dokończę myć zęby! - krzyknęłam z pogardą po czym związałam włosy w kucyk,nałożyłam na usta,lekką pomadkę i wraz z moim najlepszym przyjacielem,pełnym " kamieni" plecakiem ruszyłam po schodach na dól w kierunku kuchni,gdzie czekała na mnie moja mama.
- Posłuchaj,dziś nie zdążę odebrać Cię ze szkoły,i zawieść na tenis,tata przyjedzie po Ciebie o 16:15,poczekasz te 15 minut,dobrze?-Zapytała moja mama.
-Ehh.dobrze a nie może być TROCHĘ wcześniej? 
- Skarbie dobrze wiesz,że tata jest dość zapracowany.A teraz weź jabłko i wodę i pędem do auta! 

Wolnym krokiem ,pokierowałam się w kierunku drzwi wejściowych,nacisnęłam klamkę i wyszłam z domu.Obok auta stał już mój tata,który zwykle odwozi mnie do szkoły,która jest oddalona od mojego domu ok. pół  godz jazdy autem a godzinę autobusem ( chodziłam do prywatnej szkoły,normalna szkoła była 10 minut od mojego domu ). Więc szczerze nie chciałoby mi się jeździć dzień w dzień zatłoczonym autobusem godzinę.Wsiadłam do samochodu,zajęłam miejsce pasażera,włożyłam słuchawki do uszu,i zamknęłam oczy.Rozmyślałam o tegorocznych wakacjach,do których zostały tylko 2 miesiące. Nagle mój tata zaczął lekko tarmosić moje ramie,żebym się obudziła. Odruchowo zdjęłam słuchawki z uszu i wysiadłam z auta biorąc przy tym mojego kochanego przyjaciela wypełnionego " kamieniami " Kolejny poniedziałek,kolejne wywody mojej wychowawczyni jakie ona to ma trudne życie. Uff jakoś przetrwam ten dzień. W końcu to tylko chemia,wf,polski,geografia,religia i WOS. Moja wychowawczyni uczy WOSU.

Pewna siebie jak to zwykle,weszłam do szkoły i szukając sali,w której mam chemię witałam się z pierwszoklasistkami dla,których byłam " wzorem " do naśladowania.Uhhh,nie lubiłam ich.Odnalazłam salę 134,odrzuciłam plecak na ziemię i poszłam do szatni,gdzie przywitałam się z moimi przyjaciółkami : Marysią i Blanką. Odłożyłam kurtkę i patrząc na zegarek w telefonie stwierdziłam,że jest jeszcze 10 minut przerwy. ( miałyśmy na 8:40 a była 8:30) Postanowiłyśmy,się przejść po korytarzach i patrzeć jak dziewczyny z I klas,patrzą na nas i notują jak byłyśmy dziś ubrane.Żałosne.Nagle jakaś pani zapytała się ot tak:
- Przepraszam dziewczynki,czy jesteście może z klasy 2C ?
- Tak ! - odparłyśmy równocześnie.
- O,to bardzo dobrze.A możecie powiedzieć mi gdzie teraz macie lekcje?
- W sali 134.A o co chodzi?-Tym razem ja przejęłam inicjatywę i zapytałam się kobiety o co w ogóle chodzi!
-A więc,mój syn będzie od dziś chodził do waszej klasy.Resztę dowiecie się na lekcji.
I odeszła.

Szczerze to trochę się zdziwiła,że ta kobieta tak sobie po prostu od nas odeszła,bez żadnych innych informacji.No,ale trudno,może chociaż fajny będzie ten jej syn.Chociaż...Szczerze wątpię.Chłopcy w tym wieku zachowują się jak " dzieciaczki" Tak dzieciaczki w wieku 14 lat.

Razem z Blanką i Marysią weszłyśmy do sali 134.One siedziały razem tuż za mną.Ja siedziałam sama.Było mi tak lepiej i wygodniej.Nagle do sali weszła p.Bernska i ten nowy chłopak.

-Kochani przedstawiam wam waszego nowego kolegę.Ma na imię Marek.

" O mój Boże!" Pomyślałam w myślach. Ciemny blondyn,z lekką grzywką,z piwnymi oczami,średniego wzrostu,szczupły.Chłopak moich marzeń.
Już widziałam wzroki dziewczyn z mojej klasy,na nowego.Rozumiem,że im się mógł spodobać,ale żeby tak to okazywać? -,-

-Marku proszę Cię,usiądź do 3 ławki z koleżanką Nicole.
- Ooo,dobrze proszę pani.- Odpowiedział z lekki uśmieszkiem.

Nie wierzę.Nie wierzę.Chłopak,marzenie właśnie siada ze mną.


- Dobrze,klasa otwórzcie podręcznik na stronie 366 dziś zajmiemy się trochę innym tematem (....)

- Hey,ja jestem Marek,a ty Nicole tak?- Zapytal mnie.
- Tak ;) Podoba Ci się szkoła?
- No,bardzo ładna,tylko jeszcze za bardzo się w niej ogarnąłem.
- Nie przejmuj się,chłopacy z mojej klasy np.Wiktor będzie mógł Cię oprowadzić.
- Wolałbym,żebyś ty mnie oprowadziła ;)- Odpowiedział z uśmieszkiem.


Zaniemówiłam.Totalnie zaniemówiłam.
Od zawsze miałam powodzenie u chłopaków,ale nie spodziewałam się,że taki chłopak do mnie zagada!

Na tą całą scenkę patrzyła Marta- nienawidzimy się od 6 klasy podstawówki.Zawsze mi wszystkiego zazdrościła.Rodziców,ciuchów,popularności,powodzenia u chłopaków.Satysfakcjonowało mnie to,że Marek ze mną filtrował.Jak stał na środku klasy patrzyła na niego i próbowała go poderwać.


No i tak minęła chemia. Ta lekcja była od 8:40 do 9:25. Teraz przerwa i wf. O nie pewnie ta baba zrobi nam męczące ćwiczenia..

- Słuchaj,mam sprawę. Dziś po szkole muszę jechać odebrać coś ważnego.Mogłabyś pojechać ze mną?- zapytała mnie Blanka.
-Słuchaj,poproś Marysię,ja nie mogę,bo tata odbiera mnie i na tenisa jadę.
- Dzięki.
- Wiesz co? To chyba nie moja wina :))
- No a kogo? :) Dobra dzięki,pogadamy na wf.- powiedziała i odeszła.

W myślach powiedziałam sama do siebie : Nie będę się aż tak nią przejmować.Też mam swoje życie.

Po 10 minutach zadzwonił dzwonek. Czas na wf. Ohh,nienawidzę tego... Westchnęłam. I poszłam powolnie do szatni...










Tak więc to dopiero pierwszy rozdział. Mam nadzieję,że się spodobał :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz